Poniedziałkowy wieczór w krakowskim Teatrze KTO był wydarzeniem, o którym mówi się jeszcze długo po opuszczeniu widowni
Na scenie przy Zamoyskiego pojawił się legendarny Ośrodek Praktyk Teatralnych „Gardzienice” – jeden z najważniejszych i najbardziej rozpoznawalnych zespołów w historii polskiego teatru, założony przez Włodzimierza Staniewskiego.
Już od pierwszych minut było jasne, że uczestniczymy w czymś więcej niż zwykłym spektaklu. Teatr KTO wypełnił się po brzegi – widownia pękała w szwach, a nadkomplet publiczności stworzył atmosferę prawdziwego teatralnego święta. Wśród widzów spotkać można było niemal całe środowisko kultury Krakowa: artystów, reżyserów, muzyków, pedagogów teatru i wiernych widzów, którzy wiedzą, że takie wydarzenia zdarzają się niezwykle rzadko.
Gardzienice należą dziś do jednych z ostatnich zespołów teatralnych w Europie, które konsekwentnie opierają swoją pracę na rzemiośle rozumianym nie jako technika, lecz jako wieloletnia praktyka, dyscyplina i codzienny trening aktora. Ich teatr wyrasta z pracy nad ciałem, głosem, rytmem i relacją z partnerem scenicznym. Precyzja ruchu, absolutna kontrola energii scenicznej i organiczne połączenie muzyki z działaniem aktorskim pokazują, czym jest teatr budowany latami, a nie produkowany na potrzeby sezonu. W czasach szybkiej produkcji i estetycznych skrótów spotkanie z takim warsztatem staje się doświadczeniem niemal unikatowym.
Wieczór składał się z dwóch spektakli, które ukazały pełnię artystycznego języka zespołu. „Ifigenia w Taurydzie”, inspirowana antycznym dramatem Eurypidesa, otworzyła widzów na świat teatru źródeł, w którym słowo, pieśń i ruch mają charakter niemal rytualny. Aktorzy, operując wieloma językami i różnymi technikami wokalnymi, stworzyli widowisko o niezwykłej intensywności, przywołujące pierwotny sens tragedii jako wspólnotowego doświadczenia.
Kulminacją wieczoru było „Wesele” – spektakl inspirowany dramatem Stanisława Wyspiańskiego. Szczególną siłę miała muzyka krakowskiego kompozytora Zygmunta Koniecznego, wykonywana na żywo i obecna jako równorzędny partner aktorów. Jej brzmienie prowadziło widzów przez kolejne obrazy, budując napięcie i emocjonalną dramaturgię spektaklu.
Warsztat aktorów Gardzienic pozostaje zjawiskiem wyjątkowym: artyści płynnie przechodzą między rolami, śpiewem i działaniem fizycznym, operując wielojęzycznością i niezwykłą świadomością zespołową. Ich gra przypomina precyzyjnie nastrojony instrument, w którym każdy element podporządkowany jest rytmowi wspólnego działania. To teatr wymagający zarówno od wykonawców, jak i od widzów, ale właśnie dlatego tak głęboko poruszający.
– Gardzienice to dla mnie jeden z ostatnich zespołów w Europie, który przypomina, że teatr zaczyna się od pracy – od rzemiosła, od spotkania ludzi na scenie i od prawdziwego treningu aktora. Zaprosiliśmy ich do Krakowa, bo chcieliśmy pokazać widzom teatr źródeł, teatr żywy, który nie udaje emocji, tylko je naprawdę wytwarza. Takie spotkania są potrzebne zarówno artystom, jak i publiczności – podkreśla dyrektor Teatru KTO Jerzy Zoń.
Publiczność reagowała skupieniem, ciszą i długimi owacjami, mając świadomość uczestniczenia w wydarzeniu unikatowym. Bo spotkania z Gardzienicami nie są codziennością repertuarową. To teatr, który pojawia się rzadko, ale pozostawia doświadczenie, które zostaje z widzem na długo. Wczorajszy wieczór w Teatrze KTO był więc czymś więcej niż prezentacją spektakli. Stał się spotkaniem środowiska, świętem koneserów teatru i przypomnieniem, że scena wciąż może być miejscem żywego rytuału. I właśnie dlatego ci, którzy byli, wiedzą jedno: takich wieczorów się nie ogląda. Takie wieczory się przeżywa.









