Aktualności

Aleksandra Nowakowska i Andrzej Józefczyk: “Nasze ciała to archiwa ruchów, gestów, sytuacji” [WYWIAD]

Udostępnij:
Dwoje ludzi, prawdopodobnie biorących udział w wywiadzie, siedzi na trawie na zewnątrz i uśmiecha się łagodnie do kamery. Za nimi widać schody, betonowy mur i zielone rośliny. Jedna z osób – być może Andrzej Józefczyk – ma na sobie bordową koszulę, natomiast druga, która może być Aleksandrą Nowakowską, jest ubrana w brązową koszulę i białą czapkę.
fot. Zuzanna Kuc

Z Aleksandrą Nowakowską i Andrzejem Józefczykiem, zwycięzcami 2. edycji Festiwalu Ciało i Czas, rozmawiamy o ich najnowszym spektaklu 300-millisecond archives, pamięci ciała i obsesji na punkcie archiwizacji

Czy w czasach, w których każdy aspekt życia jest rejestrowany, taniec wciąż pozostaje czymś, czego nie da się zarchiwizować?

Aleksandra Nowakowska: Nasze ciała to archiwa ruchów, gestów, sytuacji i to z tej bazy danych korzystamy tworząc taniec. Pytanie o repertuar – taki bardziej indywidualny – jest częścią naszego procesu twórczego. Tworząc choreografie zastanawiamy się, czy możliwe jest powtórzenie w tańcu, czy istnieje tylko kopia; czy jesteśmy w stanie nauczyć inne ciało charakterystycznych dla nas gestów. Z jednej strony niemożliwe jest zarchiwizowanie tańca, z drugiej każdy taniec korzysta z poprzednich ruchów, pamięci, nauczycieli i technik.

Czyli jak to mówią… to skomplikowane.

Andrzej Józefczyk: Z perspektywy domeny sygnałów taniec jest wyjątkowo złożony. Różni się mocno między ciałami i ciężko znaleźć jeden sposób, jedno podejście, na zebranie wszelkich ważnych danych, z których można go odtworzyć. Ciężko mi sobie nawet wyobrazić, jak taka generalizacja mogłaby przebiegać, choć myślę, że niektóre jakości można z powodzeniem rejestrować.

Wasz najnowszy spektakl 300-millisecond archives opiera się na ciągłym przetwarzaniu powstającego na żywo dźwięku i ruchu. Na ile to, co zobaczymy na scenie, jest precyzyjnie ustalone, a na ile jest czystą improwizacją?

A.N. Jesteśmy ciekawi spektaklu jako archiwum, poszerzającego się z każdym graniem. Tworzymy dźwięki nagrywając próby, samplując budynek teatru, prowadząc mikrodzienniki. W niektórych scenach układamy precyzyjne choreografie, w innych bazujemy na improwizacji.

Robi się coraz bardziej ciekawie…

A.J. Nie chcielibyśmy za dużo zdradzać, ale z mojej perspektywy cały ten spektakl, performerki, publiczność, budynek to jeden system. Wynik będzie organiczny, zależny od każdego z jego elementów i to jest jego założenie.

Czy to ciągłe zapętlanie i przetwarzanie daje Wam poczucie artystycznej wolności, czy staje się dla Was sceniczną pułapką?

A.N. Jest w tym coś z obsesji, ale też nęcąca jest różnica pomiędzy kolejnymi powtórzeniami.

A.J. Ja melduję się z odmętów pułapki, niestety…

Pułapka i obsesja. Brzmi jak rzeczywistość XXI wieku. Dziś, mam wrażenie, patrzymy na świat już tylko przez ekran smartphone’a. Dlaczego zwariowaliśmy na punkcie archiwizacji?

A.J. Popęd do gromadzenia i organizowania danych możemy obserwować od paru ładnych stuleci, zaczynając od organizowania drukowanych książek w biblioteki. Myślę, że powszechny dostęp do technologii rejestrowania, przesyłu i konsumpcji danych sprawił, że nasze życie jest, że tak powiem data-oriented, ale tendencja jest zakorzeniona w nas. Informacja to przewaga. Dziś, warto zauważyć, jesteśmy w ciekawym momencie, zgromadzone dane służą nie tylko do konsumpcji przez człowieka, ale są archiwizowane i organizowane, tak by algorytmy mogły łatwo je przetwarzać i generować kolejne, na podobieństwo wcześniej zebranych – to względna nowość.

Skoro już o nowościach. Ola, w 300-millisecond archives odpowiadasz za koncepcję spektaklu i jesteś jedną z performerek. Trudno jest połączyć analityczne oko twórcy z bezpośrednim, fizycznym zaangażowaniem w spektakl?

A.N. Zdecydowanie! Jednocześnie temat jest mi bardzo bliski i ogromną przyjemnością jest zagłębiać się w temat nagrań, pamięci i archiwizacji jako performerka.

Na scenie pojawią się również dwie inne performerki: Natalia Dinges i Ana Kuszarecka. To był oczywisty wybór?

A.N. Z Natalią łączy nas Wydział Teatru Tańca w Bytomiu, pracowałyśmy też razem w spektaklu “Sprawozdanie dla akademii” Macieja Gorczyńskiego, gdzie byłam dramaturżką. Anę poznałam niedawno i wyczułam podobieństwa w ruchu i energii pomiędzy naszą trójką. Bardzo się cieszę na pracę z dziewczynami.

Wasz najnowszy spektakl idealnie wpisuje się w ramy Festiwalu Ciało i Czas. Ale wróćmy do roku 2025. Jakie myśli towarzyszyły Wam, kiedy SPEECHLESS wygrało nagrodą główną, czyli możliwość realizacji własnego spektaklu na deskach Teatru KTO?

A.N. SPEECHLESS to ważny dla mnie spektakl tworzony z niezależnym uporem od kilku lat. To duże wyróżnienie i zupełnie zaniemówiłam, słysząc werdykt. W SPEECHLESS staramy się konsekwentnie podążać za językiem spektaklu: pracować z przetwarzanym na żywo dźwiękiem tańca i głosu, ale też przetworzeniem gestu. Jest w tym pewien minimalizm i – chociaż to być może za duże słowo – eksperyment i cieszę się, że to zostało docenione.

A.J. Ja pamiętam dużą wdzięczność i radość na wieść o pracy nad nowym spektaklem.

Najnowsza premiera podobnie jak SPEECHLESS traktuje o dźwięku, ale w inny sposób… Kiedy i w jakich okolicznościach zrodził się pomysł na 300-millisecond archives?

A.N. Moją pierwszą inspiracją był koncert nagrań Doroty Błaszczak, związanej z Archiwum Polskiego Radia, zajmującą się m.in. ekoakustyką i sonifikacją danych. Kompresowała i przetwarzała wielogodzinne nagrania do kilkuminutowych utworów. Zafascynowała mnie niezgoda na pominięcie jakiegokolwiek dźwięku, próba przekroczania własnych możliwości za pomocą protezy pamięci, jaką jest nagranie. Zaczęłam zastanawiać się, czy podobny gest można wykonać wobec tańca i ruchu. Poprosiłam ją o rozmowę i zafascynowało mnie jej spojrzenie na dźwięk i nagrania – chciałam przenieść to myślenie w coś, co znam.

I pojawił się pomysł na udźwiękowienie zbiorów danych?

A.J. Skala gromadzenia, archiwizacji i generalizowania zbiorów danych przekracza możliwości percepcji człowieka. Informacja straciła przystępną dla nas postać, ale dla mnie najbardziej interesujące są interfejsy między człowiekiem a takimi zbiorami. Stąd pomysł udźwiękowienia zbiorów danych ruchu, trajektorii.

Jaka była Twoja pierwsza inspiracja?

A.J. Praca “Calculating Empires” Kate Crawford i Vladana Jolera bardzo zadziałała na moją wyobraźnie w okresie przygotowania do spektaklu. To przeogromna infografika starająca się prześledzić ewolucję, może bardziej genealogię przeróżnych dziedzin technologii w kontekście zdobywania i utrwalania władzy. Za pierwszym razem wzruszyłem się skrupulatnością ich pracy. Za drugim razem, rok później, wprawiła mnie w niepokój.

Czy podczas październikowej premiery 300-millisecond archives widzowie zobaczą wyraz miłości do ulotnej chwili czy raczej nostalgii za tym, co minęło?

A.N. Mniej interesuje mnie nostalgia, bardziej potrzeba wydostania się poza własną ograniczoną czasowość. Sposób gromadzenia danych, zapamiętywania, uczenia się, ale też motywacja do magazynowania, pozostawiania śladów, to składowe tworzące spektakl.

Premiera spektaklu 300-millisecond archives już 3 października o godz. 19.00 na deskach naszego teatru. 

[FM_form id="1"]