Nowa stacja

Udostępnij:
Share on facebook
Share on twitter

Chcąc ogarnąć całe wędrowne życie Teatru KTO, od biedy można w ciszy, mozolnie rachować jego podróże. Ale czy nie smaczniej jest puścić katalogową arię Laporella z „Don Giovanniego” Wolfganga Amadeusza Mozarta? Oto sługa kochanka wszechczasów pociesza porzuconą Elvirę, nucąc jej spis erotycznych podbojów swego pana. Śpiewa nieskończoność! Że były starszawe i młode, księżne i markizy, mieszczki i pokojówki, także chłopki; że były blondynki, brunetki oraz szatynki, i każdego wzrostu, wysokie, średnie i tycie; że były pulchne – na zimę, w lipcu zaś – szczuplutkie; że była po prostu każda i gdziekolwiek: Włochy – 640 pokonanych, Niemcy – 231, Francja – 100, Turcja – kiepściutko, lecz jednak 91 victorii, w końcu rekordowa Hiszpania – aż 1003 omdlenia w białych prześcieradłach! Słowem – były wszystkie i były wszędzie. Wszędzie – jak KTO przez lat ponad 40. Wyliczać wyprawy KTO? Rachować miejsca świata, gdzie pod dachem lub na placu grali przedstawienia? Da się, lecz po co, skoro można, słuchając Laporella, rzec: Globus!

Tak, kierunek – Globus. Od początku istnienia KTO nic się w tej materii nie zmienia. Nic, poza miejscem startu. Teraz jest nowa siedziba – gmach przy ul. Zamoyskiego 50. Nowa stacja. Nowa poczekalnia, nowy peron. Ale po staremu, jak kiedyś gdzieś indziej, konstruować tutaj będą i ćwiczyć opowieści, z którymi wyruszą w podróż na Globus, kiedy tylko przyjedzie pociąg. Albo wzują buty, okutają się starymi płaszczami, chwycą za walizki, sakwojaże, zarzucą na plecy skrzynie podróżne – i zwyczajnie pójdą dokądś lub jeszcze dalej. O sobie takich – czekających, aby wyruszyć z opowieścią godną opowiedzenia – zrobili kiedyś przedstawienie. Sprzedam dom, w którym już nie mogę mieszkać – tak zwał się ten fantastyczny drobiazg bez jednego słowa, pantomimiczna impresja na kanwie napisanych światów Bohumila Hrabala, który bez ustanku wędrował między wszystkimi gospodami czeskiej Pragi i bliższych oraz dalszych jej okolic. Szedł tak aż do końca.

Piwny globus Hrabala płaski był niczym peron w jego „Pociągach pod specjalnym nadzorem” bądź jak scenka, na której pięcioro Wędrowców z KTO grało bajkę Sprzedam dom, w którym już nie mogę mieszkać. Okutani wiekowymi płaszczami, w omdlałych czapkach i ledwo żywych kapelutkach, siedzieli na kupie waliz, sakwojaży i skrzyń podróżnych, czekając na pociąg. I tkwiąc tak, niemo snuli – żeby nie zapomnieć, żeby je utrwalić – snuli sobie nieme, kruche opowiastki o życiu i śmierci, radościach i smutkach, tym i tamtym świecie, stare jak Globus opowiastki, które niebawem pokażą ludziom gdzieś tam, na Globusie. Niech tylko zjawi się dobry pociąg.

Ci Wędrowcy Jerzego Zonia jako żywo przypominali opętane niekończącym się marszem, niczym pnie hubą – plecakami i walizami obrosłe zjawy, którymi w roku 1967 – ledwie 10 lat przed powstaniem Teatru KTO – Tadeusz Kantor zaludnił „Kurkę Wodną” Witkacego. Nic prostszego niż wyobrazić sobie teraz niedaleką noc, kiedy aktorzy Zonia – aby w nowej siedzibie osadzić stare sedno Teatru KTO – na małej, plenerowej scenie z tyłu gmachu raz jeszcze odgrywają niemą bajkę Sprzedam dom, w którym już nie mogę mieszkać. Oto zaczynają…

Pierwsze gesty – szczęście narodzin. Światło nie jest mocne, jak to na peronach. Przed sceną, w trawie teatralnego ogrodu, widzowie – Wielcy Wędrowcy z „Kurki Wodnej”. Kolejny obraz – pierwsza komunia. Następny – miłość nie do zapomnienia, on taki piękny, ona taka ufna… I wtedy z głośników zgubionych w ciemności sączyć się zaczyna muzyka. To Laporello śpiewa Elvirze pocieszenie, które nie pocieszy. Madamina, il catalogo è questo… Pani, oto katalog… Po czym znów jest cicho. Szarzy goście od Kantora siedzą na trawie zupełnie nieruchomo.

Paweł Głowacki

Skip to content