Na początku było

Udostępnij:
Share on facebook
Share on twitter

Na początku było

– Z całą należną Chwili powagą przypominam Ci – przypomniał mi z całą należną Chwili powagą Jerzy Zoń – że masz wobec Teatru niezmiernie istotne elementarne obowiązki: jako starzec-współzałożyciel (i jako ojciec chrzestny, który wymyślił nazwę KTO!) masz – krótko! – opisać, co było na początku.
– Krótko? Wszystko? Od początku? Opowiedzieć – „jak to się wszystko zaczęło”? Czterdzieści lat temu?
Przygody i doświadczenia Teatru KTO w pierwszych jego latach – a zwłaszcza fakty natury artystycznej – to „wszystko” zostało już przecież, jeśli to tylko możliwe, opowiedziane. Daty, miejsca, osoby, teksty, historie pierwszych spektakli, przedziwne (choć tak znamienne dla tamtego czasu) – to wiemy. I tak samo – w przestrzeni faktów i wartości artystycznych czy kulturowych – opisana jest cała twórcza Droga Teatru KTO, aż po jej ostatni (na moment tylko ostatni, bo teatr jest wciąż w Drodze, żyje) punkt: teraz, dziś. Dziś KTO jest jednym z najważniejszych i najintensywniej obecnych polskich teatrów, jednym z niewielu o prawdziwie światowym znaczeniu i prestiżu. To także wiemy.
Lecz może rzeczywiście należy dziś chociażby spróbować odpowiedzieć na pytanie: jak to się zaczęło? O co nam chodziło? Jakie szalone pragnienie, marzenia, jakie nadzieje i konieczności było prapoczątkiem naszego teatru, jego źródłem? Tym pierwotnym impulsem, tą Pierwszą Przyczyną, naprawdę życiową, niezbywalną potrzebą, której wtedy nawet nie potrafiliśmy jednoznacznie wyartykułować, i której owocem – być może – wcale nie musiał się okazać koniecznie teatr, która mogła przybrać inne kształty i formy…Ale przemówiła jako teatr.
Jedną z tych praprzyczyn było na pewno pragnienie wolności: chcieliśmy w tamtej beznadziejnej, monotonnej, zszarzałej rzeczywistości (nie mieliśmy innej!) być wolni; i teatr, taki teatr, jakie sobie niejasno wyobrażaliśmy, miał być tą swobodną, radosną, wielobarwną enklawą wolności. Teatr jako forma życia, sposób na życie, osobna nisza, w której możemy po prostu być sobą, wolni.
Więc – wolność. I – bunt. I – ciekawość. Nienasycona, młoda, pięknie naiwna, bezkompromisowa, namiętna – ciekawość. Ciekawość świata, ludzi, samego siebie…To było zachłanne – silne i dojmujące jak głód – pragnienie poznania Wszystkiego, dotknięcia, zrozumienia, odczucia; i znów teatr, taki teatr!, wydawał nam się sposobem, drogą takiego poznania i zrozumienia (także samopoznania, odkrywania i pojmowania siebie).
I wreszcie – teatr, taki, o jakim marzyliśmy, miał być naszym językiem, naszą mową. Mową, w której opowiemy, w której wyrazimy naszą wolność, nasz głód świata i życia, nasze rozumienie świata, i naszą – naszą własną! – prawdę. Mówić, wypowiedzieć przekazać ją Drugiemu; a językiem – miał być teatr. To był język, którym chcieliśmy rozmawiać z innymi, opowiadać im o sobie. Innymi słowy: być w świecie, być i spotkać się z innymi; miejscem spotkania miał być teatr. I jeszcze – paradoksalnie – używając tego języka, mówiąc nim („robiąc teatr”), nie tylko nazywaliśmy , nie tylko wypowiadaliśmy naszą prawdę, ale odkrywaliśmy ją , docierając do niej, uświadamialiśmy ją (przede wszystkim) sobie (dziś wiem to na pewno: byłbym kimś innym – nieskończenie uboższym duchowo, emocjonalnie – gdyby nie doświadczenie teatru, takiego teatru, właśnie tego teatru…).
Teatr jako pragnienie wolności, wyraz buntu, droga do poznania i zrozumienia i samoświadomości, jako język, którym można wyrazić swoją prawdę i który pozwala rozmawiać, nawiązać więź z innymi… Te marzenia i potrzeby były, jak dziś myślę, u samych źródeł KTO. Wtedy – powtórzę – pewnie nawet nie umiałbym tego sformułować, nazwać, ale to było niesamowicie mocne. To marzenie i ta potrzeba sprawiły czterdzieści lat temu, że kilu długowłosych chłopców[1] – naprawdę nie wiedząc, zupełnie nie wyobrażając sobie, do czego to może doprowadzić – powiedziało: „A może by tak…teatr? Tak! Teatr!”. Chyba nie mieliśmy innego wyjścia. I to było wspaniałe – niezależnie od tego, jak by się potoczyły losy tego „naszego teatru”.
A wspaniałe jest – JEST! – to, że potoczyły się właśnie tak. I że – tego jestem dziwnie pewien – Teatr KTO wciąż, jak u samych swych początków, jest przestrzenią wolności i twórczej energii, miejscem spotkania; że wciąż poszukuje, odkrywa, buduje, opowiada – teraz: ludziom na wszystkich kontynentach – prawdę o świecie i światach, o nas samych, o naszej tu straszliwej i cudownej przygodzie…

Bronisław Maj

[1] Tak! Jerzy Zoń też był długowłosym chłopcem!

Skip to content